INNA SPRAWA

Zupełnie inna sprawa kochać bliźniego, którego się widzi. Jeśli jest nam potrzebny, dobry i miły, jeśli nam się podoba, nietrudno powziąć dla niego sympatię. To jednak nie jest miłość chrześcijańska — „tak i poganie czynią”. Ale co z bliźnim, który zataczając się na ulicy bluzga ohydnymi sło­wami, albo z takim, który obłudnie i podstępnie „podgryza” kogoś w pracy czy też ordynarnie rozpycha się w tramwaju, afbo bezdusznie i nieżyczliwie odtrąca petenta w biurze czy klienta w sklepie? Takiego bliźniego (trudno kochać w sensie uczuciowym i trudno akceptować. Właśnie dlatego trudno, że go się „widzi”. Tu nie wystarcza formuła: „Jak dobrze, że jesteś”. Nie można cieszyć się z tego, że istnieje na świecie ten czy ów złodziej, bandyta czy inny łajdak. A przecież każdy z nich to też bliźni i trzeba go kochać. Jak siebie samego. Czyli stawiając mu takie same jak sobie wymagania, z taką samą jak dla siebie życzliwością i gotowością pomocy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *